środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 2



                Był już prawie maj, a noc była wyjątkowo chłodna. Ale Jane to nie przeszkadzało. Właśnie wyszła z jednego z nocnych klubów. Ulice świeciły pustkami. Dla niej to i lepiej. Nie chciała żeby ktokolwiek zobaczył skąd wraca. Chłód tego piątkowego poranka przyjemnie ją orzeźwiał. Mimo iż wypiła całkiem sporo alkoholu nie czuła się pijana. Piła, bo to pozwalało jej zapomnieć. Zapomnieć, że jest kimś, kim gardzi. Alkohol przynosił również rozluźnienie. To dzięki niemu obrzydzenie nie brało nad nią góry i nie uciekała z tamtego miejsca. W ciągu jednej nocy zarabiała zaledwie ¼ pensji sprzedawcy. To dla mojego promyczka, powtarzała w myślach Jane za każdym razem, gdy czekał na nią kolejny klient.  Wiele razy obiecywała sobie, że to już ostatnia noc, że więcej już tam nie wróci, ale bez skutku. To było jak narkotyk. Nawet gdyby kobiecie udało się z tym zerwać nie dałaby rady utrzymać córki. Musiała tam pracować żeby jej nie stracić. To byłby zbyt duży cios dla niej. Miała tylko Claire. Z każdym dniem nachodziły ją coraz większe wątpliwości jakoby jej syn miał umrzeć zaraz po urodzeniu. Nie wierzyła temu. Przeczucie że chłopiec żyje stawało się silniejsze. Musiała go odnaleźć lub jeśli w szpitalu powiedziano jej prawdę, jego grób. Musiała dowiedzieć się co tak naprawdę się stało.
            Kuso ubrana pani przemykała wąskimi uliczkami. Ten strój nie pasował kobiecie w jej wieku. Normalnie nigdy by się tak nie ubrała. Króciutkie spódniczki, obcisłe bluzeczki, kilkunastocentymetrowe szpilki zupełnie nie były w jej stylu. I to jeszcze w bardzo krzykliwych kolorach. Jane od zawsze preferowała spodnie i luźne koszulki. Wolałaby w tej chwili mieć na sobie swoje ulubione jeansy i czarną, nieco spraną już koszulkę.  Marzyła by być już w domu. Czuła się okropnie zmęczona. Bez większych problemów wróciła do domu nie robiąc przy tym zbyt dużego hałasu. Spojrzała na zegar. Dochodziła godzina 5 rano. Postanowiła zdrzemnąć się chociaż na godzinę. Poczuła ogromną ulgę ściągając te jakże wysokie szpilki. Jane zamieniła swój obcisły, niewygodny strój na luźne dresy i ułożyła się na kanapie.
            Claire nie mogła spać. Zaczęła myśleć nad swoim życiem, a raczej jego brakiem. Ciągle brakowało im pieniędzy na wszystko i z tego względu nie mogła być jak każda inna nastolatka w jej wieku. Nie chodziła na imprezy, nie miała nowych, pięknych ubrań. Z każdym dniem miała tego coraz bardziej dość.  Chciała być jak jej przyjaciółka. Alex nie musiała niczym się martwić. Miała bujne życie towarzyskie. Co tydzień chodziła na jakąś imprezę. Znajomy robi domówkę, urodziny koleżanki. Zawsze znalazła się jakaś okazja do świętowania. Była rozpoznawalna w szkole. Każdy chciał się z nią przyjaźnić, ale z Claire już nie. Alex miała wszystko. Duży dom, rodzinę, przyjaciół, pieniądze… PIENIĄDZE. Z pewnością rozwiązałyby wszystkie problemy, a przynajmniej ich większość. Gdyby tylko był jakiś szybki i łatwy sposób na ich zdobycie… Znużona wymyślaniem jakiegokolwiek sposobu, nastolatka zamknęła oczy i prawie natychmiast zasnęła.
            Wydawałoby się, że minęło zaledwie pięć minut odkąd zapadła w sen. W rzeczywistości było około godziny 7 rano. Za oknem świeciło słońce. Zapowiadała się ładny i ciepły dzień. Był wprost idealny. Z kuchni dobiegał już głos Jane:
-Claire, kochanie wstań już, bo się spóźnisz!
-Dobrze mamo… - dziewczyna odpowiedziała zaspanym głosem. Natychmiast wstała z łóżka, mimo iż o wiele bardziej wolałaby w nim zostać. Wyciągnęła z szafy czerwoną bluzkę na krótki rękaw z czarnym kołnierzykiem, czarne jeansy i poszła do łazienki. Po około 20 minutach z niej wyszła. Wyglądała ślicznie. Ten strój bardzo do niej pasował. Zwyczajny, a jednocześnie elegancki. Włosy upięła wysoko, co jeszcze bardziej dodawało jej uroku.
            Jane właśnie skończyła przygotowywać śniadanie, kiedy jej córka weszła do kuchni.
-Wow.. wyglądasz pięknie!- powiedziała pełna zachwytu. Rzeczywiście, Claire wyglądała inaczej niż zwykle i o wiele bardziej dziewczęco. Matka razem z córką zasiadły do śniadania. Rozmawiały przy tym tak właściwie o wszystkim i o niczym. Kiedy skończyły nadszedł czas, by Claire wyszła do szkoły. Narzuciła na ramiona kurtkę i wzięła plecak.
-Pa mamo!-pocałowała Jane w policzek. Kobieta uśmiechnęła się ciepło i mocno ją przytuliła.
-Pa, miłego dnia córeczko.-Claire otworzyła drzwi i wyszła.
Po wyjściu dziewczyny, Jane zabrała się za posprzątanie po posiłku. Jak zawsze gdy była sama, zaczęła zastanawiać się gdzie teraz mógłby być jej syn, którego zbyt wcześnie straciła. Od razu po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nagle ją olśniło. A co jeśli jest choć cień szansy na dowiedzenie się prawdy o nim? A co jeśli jest cały, zdrowy i żyje w lepszych warunkach niż ona? Natychmiast otarła łzy i zabrała się za poszukiwanie lekarza, który 17 lat temu odbierał jej poród. Pamiętała, że nazywał się Paul Jones. Szanse na to, że nadal pracował w tym samym szpitalu były bardzo małe. Jednak jasnowłosa kobieta musiała robić wszystko by dowiedzieć się prawdy. Wydaje się, że jest to wręcz niewykonalne, lecz jeśli czegoś bardzo mocno się pragnie, nic nie stanie na przeszkodzie. Według Jane najlepszym wyjściem było udać się do owego szpitala i zapytać o doktora Jones’a.

1 komentarz:

  1. Hmmmmm Jestem ciekawa kto będzie jej synkiem i wg co będzie dalej :D
    Już nie mogę doczekać się następnego <3
    ♥S♥

    OdpowiedzUsuń