Był już prawie maj, a noc była
wyjątkowo chłodna. Ale Jane to nie przeszkadzało. Właśnie wyszła z jednego z nocnych
klubów. Ulice świeciły pustkami. Dla niej to i lepiej. Nie chciała żeby
ktokolwiek zobaczył skąd wraca. Chłód tego piątkowego poranka przyjemnie ją orzeźwiał.
Mimo iż wypiła całkiem sporo alkoholu nie czuła się pijana. Piła, bo to pozwalało
jej zapomnieć. Zapomnieć, że jest kimś, kim gardzi. Alkohol przynosił również rozluźnienie.
To dzięki niemu obrzydzenie nie brało nad nią góry i nie uciekała z tamtego
miejsca. W ciągu jednej nocy zarabiała zaledwie ¼ pensji sprzedawcy. To dla
mojego promyczka, powtarzała w myślach Jane za każdym razem, gdy czekał na nią
kolejny klient. Wiele razy obiecywała
sobie, że to już ostatnia noc, że więcej już tam nie wróci, ale bez skutku. To
było jak narkotyk. Nawet gdyby kobiecie udało się z tym zerwać nie dałaby rady
utrzymać córki. Musiała tam pracować żeby jej nie stracić. To byłby zbyt duży
cios dla niej. Miała tylko Claire. Z każdym dniem nachodziły ją coraz większe
wątpliwości jakoby jej syn miał umrzeć zaraz po urodzeniu. Nie wierzyła temu.
Przeczucie że chłopiec żyje stawało się silniejsze. Musiała go odnaleźć lub
jeśli w szpitalu powiedziano jej prawdę, jego grób. Musiała dowiedzieć się co
tak naprawdę się stało.
Kuso ubrana pani przemykała wąskimi
uliczkami. Ten strój nie pasował kobiecie w jej
wieku. Normalnie nigdy by się tak nie ubrała. Króciutkie spódniczki, obcisłe
bluzeczki, kilkunastocentymetrowe szpilki zupełnie nie były w jej stylu. I to
jeszcze w bardzo krzykliwych kolorach. Jane od zawsze preferowała spodnie i
luźne koszulki. Wolałaby w tej chwili mieć na sobie swoje ulubione jeansy i czarną,
nieco spraną już koszulkę. Marzyła by
być już w domu. Czuła się okropnie zmęczona. Bez większych problemów wróciła do
domu nie robiąc przy tym zbyt dużego hałasu. Spojrzała na zegar. Dochodziła
godzina 5 rano. Postanowiła zdrzemnąć się chociaż na godzinę. Poczuła ogromną
ulgę ściągając te jakże wysokie szpilki. Jane zamieniła swój obcisły, niewygodny
strój na luźne dresy i ułożyła się na kanapie.
Claire nie mogła spać. Zaczęła myśleć nad
swoim życiem, a raczej jego brakiem. Ciągle brakowało im pieniędzy na wszystko
i z tego względu nie mogła być jak każda inna nastolatka w jej wieku. Nie
chodziła na imprezy, nie miała nowych, pięknych ubrań. Z każdym dniem miała tego
coraz bardziej dość. Chciała być jak jej
przyjaciółka. Alex nie musiała niczym się martwić. Miała bujne życie
towarzyskie. Co tydzień chodziła na jakąś imprezę. Znajomy robi domówkę, urodziny
koleżanki. Zawsze znalazła się jakaś okazja do świętowania. Była rozpoznawalna
w szkole. Każdy chciał się z nią przyjaźnić, ale z Claire już nie. Alex miała
wszystko. Duży dom, rodzinę, przyjaciół, pieniądze… PIENIĄDZE. Z pewnością
rozwiązałyby wszystkie problemy, a przynajmniej ich większość. Gdyby tylko był
jakiś szybki i łatwy sposób na ich zdobycie… Znużona wymyślaniem jakiegokolwiek
sposobu, nastolatka zamknęła oczy i prawie natychmiast zasnęła.
Wydawałoby się, że minęło zaledwie
pięć minut odkąd zapadła w sen. W rzeczywistości było około godziny 7 rano. Za
oknem świeciło słońce. Zapowiadała się ładny i ciepły dzień. Był wprost
idealny. Z kuchni dobiegał już głos Jane:
-Claire, kochanie wstań już, bo się spóźnisz!
-Claire, kochanie wstań już, bo się spóźnisz!
-Dobrze mamo…
- dziewczyna odpowiedziała zaspanym głosem. Natychmiast wstała z łóżka, mimo iż
o wiele bardziej wolałaby w nim zostać. Wyciągnęła z szafy czerwoną bluzkę na
krótki rękaw z czarnym kołnierzykiem, czarne jeansy i poszła do łazienki. Po
około 20 minutach z niej wyszła. Wyglądała ślicznie. Ten strój bardzo do niej
pasował. Zwyczajny, a jednocześnie elegancki. Włosy upięła wysoko, co jeszcze
bardziej dodawało jej uroku.
Jane właśnie skończyła przygotowywać
śniadanie, kiedy jej córka weszła do kuchni.
-Wow.. wyglądasz
pięknie!- powiedziała pełna zachwytu. Rzeczywiście, Claire wyglądała inaczej
niż zwykle i o wiele bardziej dziewczęco. Matka razem z córką zasiadły do śniadania.
Rozmawiały przy tym tak właściwie o wszystkim i o niczym. Kiedy skończyły
nadszedł czas, by Claire wyszła do szkoły. Narzuciła na ramiona kurtkę i wzięła
plecak.
-Pa mamo!-pocałowała
Jane w policzek. Kobieta uśmiechnęła się ciepło i mocno ją przytuliła.
-Pa, miłego
dnia córeczko.-Claire otworzyła drzwi i wyszła.
Po wyjściu
dziewczyny, Jane zabrała się za posprzątanie po posiłku. Jak zawsze gdy była
sama, zaczęła zastanawiać się gdzie teraz mógłby być jej syn, którego zbyt
wcześnie straciła. Od razu po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nagle ją
olśniło. A co jeśli jest choć cień szansy na dowiedzenie się prawdy o nim? A co
jeśli jest cały, zdrowy i żyje w lepszych warunkach niż ona? Natychmiast otarła łzy i zabrała
się za poszukiwanie lekarza, który 17 lat temu odbierał jej poród. Pamiętała,
że nazywał się Paul Jones. Szanse na to, że nadal pracował w tym samym szpitalu
były bardzo małe. Jednak jasnowłosa kobieta musiała robić wszystko by
dowiedzieć się prawdy. Wydaje się, że jest to wręcz niewykonalne, lecz jeśli
czegoś bardzo mocno się pragnie, nic nie stanie na przeszkodzie. Według
Jane najlepszym wyjściem
było udać się do owego szpitala i zapytać o doktora Jones’a.
Hmmmmm Jestem ciekawa kto będzie jej synkiem i wg co będzie dalej :D
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę doczekać się następnego <3
♥S♥